Reklama

Scythe Ninja Copper - Cu vs. Ninja PLUS rev.B - Al

Strona: 6/7
(4483 wszystkich słów w tym tekście.)
(7625 raz(y) oglądano.)  Strona gotowa do druku


Wydajność

Po zamontowaniu coolera na płycie głównej przez pół godziny komputer pozostawał w stanie spoczynku. Następnie przez 30 minut obciążałem go programem SP2004 (Orthos) uruchomionym dwukrotnie. Po tym czasie odczytywałem temperaturę w programie Everest. Następnie odkręcałem bok obudowy i mierzyłem, przy pomocy pirometru, temperatury pierwszego od góry, a także tego usytuowanego najbliżej płyty głównej listka Ninjy. Po wykonaniu pomiarów zmieniałem ustawienia procesora, pozostawiałem go przez pół godziny „w spokoju” i ponownie przystępowałem do pomiarów.

Pozostaje jeszcze wspomnieć o małym radiatorze przy podstawce. Wcześniej pisałem, że jest on raczej nieprzydatny. Mogę to potwierdzić tym, że przy wszystkich testach temperatura tego kawałka metalu była bliska 23 stopniom Celsjusza. Umieszczanie wyników na wykresie nie miało najmniejszego sensu. Przejdźmy zatem do pozostałych testów.

Na pierwszy ogień wyniki z programu Everest.



W stanie spoczynku różnice są marginalne. Choć miedziany Ninja wygrywa w obu porównaniach. Zobaczmy jak sprawa wygląda pod obciążeniem.



Ninja Cu uzyskał wyraźną przewagę w każdym z testów. Najbardziej wyraźna jest ona w przypadku ostatniego porównania, kiedy procesor grzał się już bardzo mocno. 16 stopni Celsjusza przewagi to istny knock out! W pozostałych ustawieniach aluminiowa wersja dzielnie trzyma się „o krok” za droższym rywalem. Pozytywnie zaskakuje mała różnica w pierwszym z ustawień (brak przewiewu w obudowie). Potwierdza to, że oba coolery były tworzone właśnie z myślą o pracy pasywnej.

Teraz zobaczmy pomiary wykonane pirometrem na skrajnych blaszkach radiatorów.



Niestety ciężko cokolwiek wywnioskować patrząc na taki układ wyników, postanowiłem go trochę uprościć.



Zakładając, że mniejsza różnica pomiędzy temperaturami na blaszkach jest wynikiem lepszego transportu ciepła ku górze, stwierdzam, że miedziany Ninja zwycięża w 3 na 5 testów. Należy jednak rozgraniczyć test gdzie procesor grzał się najbardziej. Dobry wynik, jaki uzyskał tutaj aluminiowy Ninja nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Na największą uwagę zasługuje moim zdaniem ustawienie drugie (2,5GHz 1,3V pasywnie). Widać tutaj doskonale jak świetnie radzi sobie z transportem ciepła ku górze Ninja Cu. W przypadku testu bez wentylatorów (2GHz 1,25V pasywnie) ten model również prezentuje się lepiej.

Wnioski, jakie płyną z tych wyników dla nas miłośników ciszy są dość proste. Miedź do chłodzenia pasywnego nadaje się idealnie. Nie oznacza to oczywiście, że aluminiowo-miedziane coolery nie sprawdzą się. Są po prostu słabsze. Cena rekompensuje jednak te kilka stopni Celsjusza.

Głośność

Testy polegały na porównaniu wentylatora dołączonego do aluminiowej wersji Ninjy ze znanym większości z nas Fanderem. Użyłem wersji 1200RPM coolera Scythe Slip Stream z racji, że jest jej zdecydowanie bliżej do Fandera (1400RPM). „Śmigło” dołączone do wersji miedzianej, które ma obroty maksymalne na poziomie 800 obrotów na minutę nie różni się poza tym niczym innym. Łożysko pracuje dokładnie tak samo.

Wentylatory porównałem w trzech trybach pracy: minimalny, średni i maksymalny. Na wykresie widzimy dość „dziwne” wartości napięć. Niestety panel Akasa Junior, którym się posłużyłem pracuje tylko w takim zakresie. Różnice przy pracy na 12 czy 5V nie będą odczuwalne.



Wyniki mogą trochę dziwić. Na początek jednak opiszę swoje własne odczucia po odsłuchu pracy łożyska. Slip Stream bardzo mnie zaskoczył - jego praca jest na najwyższym poziomie. Nie ukrywam, że porównanie z łożyskiem Fandera wypadło na korzyść wentylatora Scythe. Oczywiście różnice są marginalne i nie da się ich odczuć w normalnej pracy. Z kilku centymetrów słychać bardzo miły dla ucha basowy, równy i szybki terkot (podobny do tego w Fanderze) dość charakterystyczny dla wentylatorów ślizgowych. Oczywiście z większej odległości nie słychać już nic, jest tylko idealna, równa i przyjemna dla ucha praca łożyska. Na uwagę zasługuje też fakt, że Slip Stream pracował doskonale we wszystkich płaszczyznach.

Analiza poziomu decybeli jest jednak nieco zaskakująca. Przypominam, że Slip Stream ma obroty maksymalne na poziomie 1200RPM, Fander kręci się o 200 razy na minutę szybciej. Praca łożyska nie mogła wpłynąć na wyniki, bo była niemal idealna, dlaczego zatem Scythe przegrywa?

Moim zdaniem wynika to z faktu, że japońskie „śmigło” posiada aż 9 łopatek, polski produkt ma ich siedem. Nie bez znaczenia jest tez wielkość pokrywy łożyska. W Fanderze jest ona zauważalnie większa, przez co powierzchnia pracy łopatek zmniejsza się. Dzięki temu Slip Stream jest wydajniejszy niż Fander. Hałas powodowany przez większą ilość przelatującego powietrza jest jednak większy, mimo mniejszych obrotów. Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wystarczy przecież spowolnić wentylator Scythe i cieszyć się ciszą i dobrą wydajnością.

Na koniec dodam jeszcze, że programowe sterowanie obrotami Slip Stream’a było niemożliwe. Oczywiście włączenie automatycznej kontroli obrotów wentylatora z poziomu BIOSu zaowocowało płynna regulacją. Nie miałem na nią jednak wpływu. Jako że dysponuję tylko jedną płytą główną nie jestem w stanie stwierdzić czy wina leży po stronie mojego Abita KN9, czy też wentylatora.

Projektowanie stron - Kombinet

Page created in 0.841032 Seconds